To był czas praktyk w lokalnym oddziale Gazety Wyborczej. Oprócz mnie, były w tym samym czasie jeszcze dwie koleżanki z roku, które wymyśliły sobie artykuł o tym, że można ubrać się ciekawie za niewielką kwotę. Potrzebowały kogoś do sfotografowania i tak pojawiłam się pierwszy raz w życiu w second-handzie. Wyszłam stamtąd z mieszanymi uczuciami onieśmielenia i zagubienia oraz… kolorowym swetrem, który później zjeździł ze mną kawał Europy. Dziś zakupy w second-handach to mój azymut w nabywaniu i posiadaniu dóbr. Czy masz podobnie?

Gdyby otworzyć moją szafę, 80% jej zawartości posiadało już właścicielkę przede mną. Wszelkie marynarki, żakiety, kurtki, sukienki, bluzki, spodnie i swetry mają u mnie drugie życie i tylko nieliczne części garderoby (takie jak bielizna czy odzież sportowa) są ze mną od nowości. Powodów mam kilka.

Pierwszy jest taki, że przeraża mnie ekspresowo krótki żywot ubrań w galeriach handlowych. Nie znam się szczególnie na modzie, ale mam wrażenie, że co dwa miesiące zmienia się kolekcja w sieciówkach i nie nadążam za tym, co aktualnie jest modne. Jak się poczyta, poogląda dokumenty na ten temat, to wie się, że ekonomiczny koszt produkcji szybkoprzemijających ubrań jest śmiesznie niski (łącznie z zarobkami i warunkami pracy osób, które szyją je), ale także nieproporcjonalnie ogromny dla środowiska. Chcę jakoś zaradzić temu w mikroskali, dlatego staram się wybierać te ubrania, które mają mi jeszcze coś do zaoferowania. Second-handy to czyściec, który pozwala uratować mi prawdziwe perełki. 

kupowanie w second-handach

Drugi powód to niezliczone ocje, które daje second-hand. Nie ogranicza się w markach, nołnejmach, rozmiarach, kolorach czy materiałach. Poświęcając czas, korzystając z doświadczenia i przeczucia, można znaleźć niekończące się kombinacje wspaniałych stylizacji. Dziś przykładam większą uwagę do tkaniny. Chcę, by ubrania dłużej służyły i były komfortowe, dlatego materiał często decyduje o zakupie. Choć mają pożądane przeze mnie fantazyjne wzory, odrzucam swetry z akrylu. W ubiegłym roku udało mi się zdobyć te wełniane, z wełną alpaki, moherem, a nawet angorą. Niestety z tym ostatnim musieliśmy się rozstać, a to dlatego, że przez przypadek obejrzałam filmik PETY,  o tym, jak  pozyskuje się angorę. Zaraz zapewne pojawi się tu stadko komentatorów, którzy będą mnie hurr-durr-durr uświadamiać o produkcji wymienionych materiałów, ich zaletach i wadach i dlatego już teraz dziękuję — nie potrzebuję. Robię postępy w swoim tempie i nie na siłę.

Trzecia rzecz, która mnie zachęca do kupowania w second-handach to głęboka refleksja podczas przymierzania, czy aby na pewno tego … (wpisz dowolny element odzieży) potrzebuję. Niska cena zachęcałaby do zakupów w większej ilości, ale nie chcę być zakładniczką swoich ubrań — nie chcę spędzać dużo czasu na zastanawianie się, co dziś włożyć i czy dobrze w tym wyglądam? Postawiłam na garderobę kapsułową, która pozwala mi zaoszczędzić wszelkie niezbędne zasoby, a jednocześnie dobrze czuć się ze swoim odbiciem. Dzięki niej mam odpowiednią ilość ciuchów i akcesoriów, wszystko do siebie pasuje, a pakowanie walizki zajmuje chwilę.

Kilka rzeczy, które zrozumiałam dzięki kupowaniu z drugiej ręki:

  • to, że możesz, nie oznacza, że musisz. Kupuj odpowiedzialnie.
  • Małe mieszkanie szybko ginie pod stertami ubrań.
  • Akryl i poliester ładnie wygląda, ale śmierdzi przy spoceniu się, strasznie się elektryzuje i krótko żyje.
  • Jeśli kupujesz ciuch w second-handzie z myślą, że zaniesiesz to do krawcowej i ona to zwęzi, wytnie i poprawi, to gwarantuję Ci, że w większości przypadków tego nie zrobisz. Koszt pracy krawcowej będzie większy niż cena bluzki, czas oczekiwania też Cię zniechęci (zwłaszcza wszelkie sukienki w okresie weselnym). Kupuj od razu dopasowane ubrania, wybieraj takie rzeczy, których uszkodzenia jesteś w stanie sam/a naprawić lub nie przeszkadzają Ci.
  • Twój strój z drugiej ręki, z którym już Ci jest nie po drodze, może znów przeżyć renesans. Oddaj go komuś, wymień w ramach tzw. wymianek, sprzedaj na FB Marketplace lub np. Vinted, podaruj np. w ramach zbiórki potrzebującym, popraw go według swojej wizji i możliwości, wrzuć do specjalnego pojemnika, gdzie zostanie przerobiony na coś zupełnie innego.
  • Znalezienie wartościowej rzeczy wymaga czasu i wprawy. Idąc na zakupy do second-handu, zaplanuj sobie odpowiednio czas, by w pośpiechu i zmęczeniu nie kupić czegoś, czego nie będzie się nosiło. 

kupowanie w second-handach

Ten tekst powstawał dość długo w mojej głowie. Prowadziłam wewnętrzne dyskusje o tym, jak postrzegam second-handy i jak wpisuje się to w mój wizerunek. Rozmyślałam o skojarzeniach, stereotypach i konotacjach. Dziś nie mam już wątpliwości, że odnalazłam się całkowicie w środowsku dawania drugiej szansy, eksperymentowania, cierpliwości i odpowiedzialności. Myślę, że to był też dla mnie mocny impuls do refleksji nad posiadaniem rzeczy, a korzystaniem z niej. Bez względu na kategorię życiową. A jak Ty postrzegasz robienie zakupów z drugiej ręki?