Dzień wcześniej zrobiłam milion pięćset sto dziewięćset notatek o historii feminizmu, nurtach i odłamach, różnicach między nimi i najważniejszymi postaciami. Miałam poczucie, że nie jestem przygotowana do lekcji. Śniło mi się, że zostałam przyłapana na niewiedzy, a do egzaminującej osoby dołączył szybko chór wyśmiewających mnie ludzi. Na pół godziny przed złapał mnie stres i trochę smutek, bo wyobraziłam sobie, że nikt nie będzie chciał ze mną porozmawiać. A jeśli już, to ktoś, kto ma ochotę zrobić zadymę i będę punktem zapalnym. Nic takiego się nie wydarzyło. Żywa Biblioteka, która odbyła się parę dni temu w Opolu była jednym z najradośniejszych wydarzeń mijającego miesiąca. Rozsiądźcie się wygodnie na parę minut, opowiem, jak było z perspektywy Żywej Książki i czy warto iść na podobny event. 

O 15.00 wszyscy popatrzyliśmy na siebie z niepewnym uśmiechem i rozeszliśmy się, niektórzy wraz z czytelnikami, inni po wydzielonej przestrzeni, by zagadać, zabić czas oczekiwania na wypożyczenie. A każde z nas z innej bajki, choć tak naprawdę wszyscy jesteśmy… LUDŹMI: ojciec dziecka ze spektrum autyzmu, gej-aktywista, weganka, były alkoholik, feministka (ja!), pastafarianka, osoba z mniejszości niemieckiej, lesbijka i jeszcze więcej wspaniałych ludzi! Nadszedł ten moment i zostałam wypożyczona przez pierwszą osobę – ależ nam się rozmawiało! Większość osób, z którymi spotkałam się w Żywej Bibliotece było młodzieżą, co ogromnie mnie zdziwiło (czas wakacji w końcu!), ale też dodało otuchy! Młodzi dopytywali, chcieli poukładać sobie w głowie różne idee i hasła, chcieli upewnić się albo obalić zasłyszane opinie. Byłam niezwykle pokrzepiona ich zapałem, dociekliwością, otwartością na rozmowę. Bardzo dodało mi to powera!

Żywa Książka: Feministka

Pytania, które mi najczęściej zadawano:

  1. dotyczyły założeń feminizmu – rozmawiałyśmy/liśmy o rdzeniu feminizmu i jego nurtach oraz odłamach oraz różnicach między nimi.
  2. czy matriarchat jest odpowiedzią na patriarchat – moim zdaniem nie.
  3. czy mężczyzna może być/nazywać się feministą – moim zdaniem tak, jeśli zachowuje się feministycznie, ale wiem, że są odłamy feminizmu, które uważają, że mężczyźni nie mogą używać tego terminu, gdyż w ten  sposób zawłaszczają sobie materię feminizmu.
  4. Kiedy poczułam się feministką – myślę, że od zawsze nią byłam, tylko nie nazwałam tego w ten sposób. Dopiero na studiach doszłam do wniosku, że to w co wierzę, jest esencją feminizmu. Przełomowym momentem były dla mnie wybory Miss na Uniwersytecie Opolskim (napisałam o tym tekst!). Wystąpiłam przeciwko pomysłowi organizacji tego wydarzenia przez Samorząd – moich przyjaciół, z którymi mogłam konie kraść, ale nie tworzyć takie przedsięwziecia.
  5. Jakie są najważniejsze problemy Polek – skupiłam się na partnerstwie w wychowywaniu dzieci, prowadzeniu domu, rozwoju kariery ((np. swobodny dostęp do żłobków, przedszkoli)) i związanej z nią niezależności ekonomicznej. Wspomniałam także o braku reprezentacji w ciałach decyzyjnych (widoczności kobiet w przestrzeni publicznej) i przemocy.

Najwięcej radości dawały mi momenty, gdy młodziutkie dziewczyny pod koniec naszej rozmowy mówiły: “Widocznie jestem feministką… No to chyba jestem feministką… Co teraz?”. Jakby odkryły swoją supermoc i zastanawiały się, co się z nią wiąże. Pytały mnie o rady i muszę przyznać, że poczułam ogromną odpowiedzialność za ich start w życie z feminstyczną perspektywą. Myślę, że to co im powiedziałam, jest bardzo uniwersalne i każdemu/ej może służyć:

  1. Dbaj o siebie, swoje marzenia, swoją siłę i wewnętrzny ogień. Żyj tak jak pragniesz, bądź sobą na własnych zasadach.
  2. Wyznacz swoje granice: zastanów się na co nie będziesz się zgadzać/ tolerować/ akceptować, co u innych spawia, że czujesz się niekomfortowo ze sobą.
  3. Reaguj na wszystko, co przekracza wyznaczone przez Ciebie granice. Nawet na drobne rzeczy. Im więcej takich małych aktów odgwagi, tym z czasem będziesz czuła, że możesz pomóc nie tylko w drobnych sprawach, ale także tych ogromnych.
  4. W grupie siła: znajdź kobiety, które będą Cię wspierać i sama udzielaj wsparcia. Tylko będąc razem, jesteśmy w stanie wprowadzić realną zmianę.

Żywa Biblioteka

Nie wszyscy może wiedzą, czym jest Żywa Biblioteka. Pozwalam sobie skorzystać z materiałów organizatorów/ek, by przybliżyć nieco tę ideę.

Żywa Biblioteka to przestrzeń na dialog z przedstawicielami i przedstawicielkami grup stereotypizowanych, doświadczających dyskryminacji. To jedyna taka inicjatywa, która pozwala na szczerą rozmowę w bezpiecznej atmosferze i zadanie pytań, które nurtują, a które trudno czasem zadać wprost. Celem jest poznanie historii drugiego człowieka – ta historia może zupełnie odbiegać od tego, co mamy w głowie, czego nauczyliśmy się w ciągu życia na temat poszczególnych grup. Oceniać przychodzi nam czasem bardzo łatwo. “Nie oceniaj Książki po okładce”. W duchu tej myśli Żywa Biblioteka to doskonała okazja, żeby zastanowić się nad własnymi przekonaniami, zmniejszyć bariery między ludźmi i sprawić, by to, jak pięknie się różnimy stało się wartością i jednocześnie wyeksponowało podobieństwa między nami

za: Żywa Biblioteka / Human Library Opole

Wątpliwości

Pod postem, w którym potwierdziłam swój udział w ŻB, pojawił się dość obszerny komentarz Zuzy i pomyślałam, że to doskonałe miejsce, by na niego odpowiedzieć. Pisowania oryginalna. Rozbijam na małe fragmenty, by odpowiadać na konkrety.

Zawsze mam mieszane uczucia co do żywej biblioteki i bardzo konkretne wątpliwości co do tego, czy to faktycznie ma działanie antydyskryminacyjne. Faktycznie, chodzi o kontakt z drugim człowiekiem i rozmowę z nim, ale sama forma jest dla mnie trochę dziwna. Przede wszystkim dlaczego nie wszyscy są “książkami”, tylko mamy książki i nie-książki. “Normalni” przyszli sobie poobczajać dziwolągi i stwierdzić, że “hehe, są dziwni, ale spoko”?

Żywa Książka ma opowiedzieć na bazie swojego doświadczenia i wiedzy o życiu osoby dyskryminowanej lub narażonej na dyskryminację. Grupy społeczne, które książki reprezentują są liczne, co tylko ma podkreślić jak szerokim i powszechnym zjawiskiem jest dyskryminacja. Nie ma tu żadnego podziału na “normalnych” i “dziwolągi”. Zresztą dość mocno dotknęło mnie to określenie “dziwoląga”, bo w tym słownie nie ma za grosz szacunku.

A wszystko dlatego, że ludzkie “książki” mają “tytuły”, takie jak “osoba homoseksualna”, “ateista”, “muzułmanin” (na stronie żywej biblioteki Arab o.O) i tak dalej.

Przypomnę tylko, że określenie Arab/ka nie jest słowem tożsamym z muzułmaninem/muzułmanką, jeśli to miałaś na myśli. W katalogu znajdziemy także takie osoby jak np. Rodzic Dziecka Niepełnosprawnego, Rosjanin/Rosjanka, Żołnierz, Zakonnica, Wychowanek/wychowanka domu dziecka, Osoba Niewidząca, Katolik/Katoliczka i wiele wiele innych. Przekrój społeczny jestt ogromny, a wciąż mowimy o osobach dotkniętych uprzedzeniami i dyskryminacją.

Dlaczego nie… CZŁOWIEK po prostu? Moim zdaniem każdy ma swoją historię i każdy powinien móc być książką, ale książką bez konkretnego tytułu, bez łatki.

Jak widać powyżej, każdy może być Żywą Książką. I nie, nie uciekniemy od łatek, bo ludzie potrzebują kategoryzować sobie wiedzę i świat i zawsze przypiszą komuś/czemuś pewne “właściwości”, nawet nie poznając go/tego bliżej.

W tej formie żywa biblioteka przypomina trochę szukanie newsa, małej aferki.

Nie zgodzę się, moim zdaniem jest zupełnie przeciwnie. Otwarcie na rozmowę, szczery dialog i bezpieczeństwo jest fundamentem ŻB.

Naturalnie jesteśmy skonstruowani tak, że lubimy się nie zgadzać i mieć wrogów, dlatego naklejanie ludziom łatek sprawi, że inni ludzie, te nie-książki, tylko takie szare normale podejdą pogadać z tymi, do których są najbardziej uprzedzeni (a w każdym razie tym to właśnie grozi).

Myślę, że jest zupełnie inaczej. Jako gatunek ludzki wykształciliśmy umiejetność formowania ogromych grup, w których jednostki nie muszą się znać, by ze sobą koegzystować czy współpracować. Często spajają nas idee abstrakcyjne jak np. prawo, naród, religia, pieniądz czy kultura. Odsyłam do “Sapiens. Od zwierząt do bogów”.

I z drugiej strony… czy nie mając pomysłu, żeby nakleić sobie jedną kartkę i się zaszufladkować do jednej kategorii (jak mam wybrać, czy jestem ateistką, wegetarianką, czy osobą z depresją?), jestem mniej ciekawym przypadkiem i nie mogę już być książką?

Nie uważam, by chodzi o zaszufladkowanie się do jednej kategorii, tylko o przedstawienie wycinka swojej tożsamości. Nie jestem tylko feministką. Jestem też m.in. przedsiębiorczynią, aktywistką, kobietą bezdzietną, lewaczką i szeregiem innych osób w kontekście relacji międzyludzkich (np. siostra, córka, partnerka, przyjaciółka itd.) czy pozycji w społeczeństwie. Nikt nie posiada monolitycznej tożsamości, ani Żywe Książki, ani Czytelnicy/Czytelniczki ŻB.

Czy to przypadkiem nie dzieli ludzi na tych szarych, nieciekawych, płynących z prądem oraz tych kontrowersyjnych i nieakceptowanych?
Ogólnie wydaje mi się, że pomysł dobry, ale forma… no tak nie do końca ;/

Myślę, że każdy/a jest człowiekiem z interesującą historią, ale celem Biblioteki jest pokazanie oblicza dyskryminacji, a obok osób dyskryminowanych są osoby dykryminujące. Nikt nikogo nie dzieli na szarych, nieciekawych, płynących z prądem, tylko na osoby dotknięte dyskryminacją i uprzedzeniami oraz te, które chą wiedzieć na ten temat więcej.

Żywa Biblioteka

dav

Czy warto?

Jasne! Gdybym mogła wziąć w tym udział, z chęcią powtórzyłabym to doświadczenie. Czy poszłabym “poczytać”? Pewka! Żałuję, że nie było czasu porozmawiać z poliamorystką czy pastafarianką, to zupełnie nowe dla mnie rejony i chętnie skonfrontowałabym się ze swoimi wyobrażeniami i fragmencikami wiedzy. Jeśli nadarzy się okazja, na pewno się pojawię na Żywej Bibliotece.