Trochę się tu nie widzieliśmy, ale Ci sprytniejsi, którzy obserwują mój oficjalny fanpage i Instagram, zapewne zauważyli, że nieco bardziej spoufaliłam się z YouTubem i udzielam się tam w ramach vloga. Będę jeszcze o tym pisać, ale ten dzień jeszcze nie nastał. Dziś jednak zamykam już (tak prywatnie, o firmie jeszcze będzie) 2018 rok i dzielę się z Wami moimi największymi odkryciami mijających miesięcy. To książki, filmy, artyści i artystki, aplikacje oraz czynności, które zaskoczyły mnie najbardziej, ale też najmilej. Myślę, że nie przesadzę, gdy powiem, że niektóre wprowadziły niesamowitą zmianę w moje życie. By zatem nie przedłużać, zerknijcie na poniższą listę i zastanówcie się, która z wymienionych rzeczy czy postaci interesuje Was najbardziej. Do dzieła!

Przeczytaj

Znacie to smędzenie moli książkowych “Wybrać jedną książkę? JEDNĄ? To, jak patrzeć na trojaczki i wybrać najbardziej kochane dziecko. NIE MOŻNA! NIE DA SIĘ!”. No można. W 2018 przeczytałam dwadzieścia książek, mało które były słabe, a jednak są cztery, które polecam Wam bez wstydu.

  1. Sapiens. Od zwierząt do bogów, Yuval Noah Harari – przyznaję, że z polecenia Ani Kałużnej i Krzysztofa Gonciarza. I mojej siostry, oczywiście. Przyznaję także, że czytając zakreślałam fragmenty ołówkiem, a potem się okazało, że zaznaczałam całe rozdziały. To przy lekturze tej książki, przeklnęłam wszystkie moje podręczniki do historii. To tu ogarnęłam, że komunizm ma więcej wspólnego z religią niż może się wydawać. Zrozumiałam pieniądze, naukę, imperia i to, jak ludzie stwierdzili, że będą się ze sobą porozumiewać. Lektura obowiązkowa. Ja zaraz zabieram się za kontynuację, Homo Deus.

via GIPHY 

2. Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu, Dorota Masłowska – do Masłowskiej przekonałam się na Festiwalu Książki w Opolu, gdzie gościła. Byłam pod ogromnym wrażeniem tego, co mówiła o popkulturze. Pomyślałam: no sztos. To o tyle ważne, że zmęczyłam się strasznie Wojno polsko-ruską i do tej pory Masłowska nie kojarzyła mi się zbyt dobrze. Zdołała mnie przekonać, na tyle mocno, że kupiłam wspomnianą książkę i ustawiłam się w kolejce po autograf. Totalnie, bez ściemy. Jak przejąć kontrolę… niezwykle mocno łechce moją słabość do polskiego. Język jest tak plastyczny, tak elastyczny, tak karkołomny, że, gdybym mogła, wytatułowałabym sobie niektóre akapity na czole, by móc nimi cieszyć oczy każdego dnia. Przy tym odkryłam swoje uwielbienie do zbioru felietonów, krótkie treściwe formy są dla mnie ratunkiem podczas podróży, nawet opolską MZKą i krótkich wolnych chwil na lekturę. Gdybym miała to bardziej zobrazować, to Jak przejąć kontrolę… jest jak batonik proteinowy, sycąca przekąską, której się człowiek nie wstydzi. Także tego.

3. Monologi waginy i Dobre ciało, Eve Ensler
Tak, tak. Oszukałam Was i upchnęłam dwie książki w jednym punkcie. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że są one jednej autorski, są króciutkie i legendarne w kręgach feministycznych. A nie powinny! Powinny być znane szerzej! Przyznaję, że się wzruszyłam kilka razy, uśmiechnęłam też trochę, w większości zamyśliłam i analizowałam swoje podejście do ciała, do siebie. Dużo zyskałam. Polecam te książki każdej kobiecie. Jeśli szukasz prezentu z jakiejkolwiek okazji dla mamy, dziewczyny, żony, przyjaciółki, siostry – daj jej jedną z nich. Będzie zachwycona. W razie czego odeślij ją do mnie, porozmawiamy sobie.

Zainstaluj

Wiele dobrego o ważnych dla mnie aplikacjach napisałam w tekście “Bez tych aplikacji z pewnością zginę“, Dziś rozszerzam delikatnie tę listę o dwie pozycje.

  1. AIRLY – zaczęłam się interesować zanieczyszczeniem powietrza. Codziennie sprawdzam jego jakość z pomocą tej aplikacji. Podaje mi nie tylko wyniki dla pyłów PM 10 i PM 2,5, ale także zalecenia, co do przebywania na zewnątrz. Najlepsze jest to, że podaje wyniki na bieżąco. Wiem dokładnie jaka jest sytuacja o tej porze i w konkretnym miejscu. Dzięki regularnemu jej przeglądaniu, Leszek zawdzięcza mi maskę antysmogową. Sama wybieram teraz dla siebie. Nie ma już żartów.
  2. Kiedy przyjedzie. W czasie rzeczywistym pokazuje, kiedy przyjedzie (o wow, niespodzianka) autobus na dany przystanek. Ja mam akurat wersję przeglądarkową przypiętą do ekranu głównego (na smartfonie) i jedyne co muszę, to wpisać trzycyfrowy numer przystanku. W kilka sekund wiem, czy mam biec, czy może jeszcze dopiję herbatę w domu. Jest apliakcja do pobrania ze Sklepu Play, ale nie testowałam jej, więc nie wiem, jak się sprawdza. W pakiecie z apka Jak dojadę to mój must have podróżowania komunikacją miejską po Opolu.

Obejrzyj

Odkąd mamy Netflixa, nikt mnie nie zmusi do oglądania telewizji. Jestem fanką dokumentów, seriali dokumentalnych, amerykańskich programów rozrywkowych i stand-upów. W Netfkisie mam zatem doskonała pożywkę do wzrostu w popkulturze i kwestiach polityczno-społecznych. I pewnie się zastanawiacie, czym Was dziś zarzucę. Czy może filmem o Glorii Allred, czy jednak Czarno-białą historia Rachel Dolezal? Oba polecam, ale dziś mam to:

  1. Elder Millenial, Iliza Schlesinger – tak bardzo wszystko w punkt! Stand-up Ilizy wbił mnie w kanapę. Tusz się rozmazał, kości szczęki i policzki bolały od ciągłego śmiechu, a popcorn, który zajadałam w trakcie oglądania, leżał w całym pokoju, po tym jak zrywałam się na równe nogi i krzyczałam do monitora “Dobrze mówi, polac jej!”. Jest dosadna, błyskotliwa i niezwykle zabawna. Do tego jej ekspresja sceniczna przyprawiła mnie o nowe zmarszczki wokół oczu i ust. Daję jej 1001/10.
  2. Cztery składniki, Samin Nosrat – pierwszy raz w życiu polecam program kulinarny. Przysięgam na czekoladę, nie sądziłam, że tego dożyję. Zdecydowałam się ująć to w tej liście, gdyż odkąd skończyłam go oglądać, zupełnie inaczej robię zakupy, gotuję, przyprawiam. Nareszcie rozumiem, dlaczego przygotowanie sosu do spaghetti bolognese nie może obejść się bez czerwonego wina. Nie wyobrażam sobie gęstej czekolady bez soli. Sok z cytrusów dodaję do każdej potrawy, odkąd odkryłam, że odpowiednia ilość tłuszczu, soli, kwasu i dobrze dobrana temperatura, stworzy niewiarygodny posiłek ze zwykłej potrawy. Samin otworzyła mi oczy na gotowanie i jestem jej wdzięczna za to i w jaki sposób to zrobiła. Pięć gwiazdek, Michellin. Co najmniej!

Posłuchaj

W 2018 roku przeprosiłam się z polską sceną muzyczną. A to za sprawą Natalii Przybysz, Dawida Podsiadło i Kasi Nosowskiej. Śmiejcie się, śmiejcie, ale i ja i te osoby potrzebowały czasu, żeby się dotrzeć. Każda z nich ujęła mnie warstwą liryczną, zaskoczyła chwytliwością melodii i zachwyciła ogólną kreacją. Szczególne ukłony należą się Nosowskiej, która utorowała sobie drogę do mnie Instagramem, wydaną książką (pochłonęłam w parę dni), a potem koncertem na SeeBlogers Łódź. Nie wierzyłam, że to TA sama Nosowska, kojarząca się do tej pory z chłopakami z liceum, w których się bez umiaru podkochiwałam. Natalii, Dawidowi i Kasi składam podziękowania za piękne doznania, a Was zachęcam, żeby spędzić z nimi trochę więcej czasu. #patriotyzmmuzyczny

Zrób

To był świetny rok, a dzięki tym dwóm rzeczom/wydarzeniom, będzie niezapomniany. Zainteresowani? Dobrze…

Zawsze bawi mnie ten tekst. No dobra, dobra, nie przedłużam.

  1. Wymiana młodzieżowa – opowiadałam o niej na łamach tego bloga, podczas live’a na fanpage oraz w Radiu Opole. Powtarzać się nie będę, odsyłam Was tam po praktyczne informacje, jeśli szukacie czegoś konkretnego na ten temat. Uważam, że każdy nastolatek powinien obowiązkowo jechać na jedną z takich wymian młodzieżowych. To wspaniałą lekcja pokory, patriotyzmu, wspólnoty, otwartości, zaradności i zaufania. Jasne, że można jechać mając 27 lat, ale po co czekać tak długo? Im szybciej, tym lepiej. Z całego serca polecam.
  2. Prowadzenie listy sukcesów albo nowych doświadczeń. Akurat tworzyłam tę drugą, bo dla mnie te rzeczy nie zawsze są tożsame. Jestem zaskoczona, jak wiele wspaniałości mnie spotkało w ubiegłym roku. Od takich drobnostek jak pierwszego zjedzonego ramenu, przez pierwszą wizytę w palmiarni i założenie firmy, po pierwszy protest (Czarny Protest), pierwsze zagranie na Playstation, pierwszy raz w Portugalii czy pierwszą wigilię poza domem. Jestem z siebie dumna, ze dałam sobie pole na ekpserymentowanie, próbowanie, czasem ryzykowanie. Koniec końców bilans jest dodatni, bo każda porażka to lekcja na przyszłość. Obserwujcie i Wy swoje kroki, sprezentujcie sobie notatnik, w którym będziecie zapisywać sobie takie Pierwsze Razy, a potem konsekwetnie uzupełniajcie listę. Trzymam kciuki za wytrwałość.

Bonus

Już miałam się z Wami pożegnać, gdy przypomniałam sobie, co zawojowało moje lato. Kawa. Nie byle tam jakaś kawa, ale KAWA w dwóch odsłonach. Nie umiem Wam oddać tak dobrze tego smaku, ale musicie wiedzieć jedno, kawoszką nie jestem. Piję jak trzeba, czasem dla towarzystwa. Kawy mrożone, które za chwile podam, wywróciły mój kawowy świat do góry nogami. Dobra, to teraz trzymajcie się mocno krzeseł.

Tonic espresso i mrożone latte z syropem ogórkowym. Zabijcie mnie, ale nie umiem wyjaśnić fenomenu. To jest, tak po ludzku, P Y S Z N E. Zaufajcie mi i kupcie w lecie, gdy Was upał będzie roztapiać. A jeśli jakimś cudem nie będzie smakowało, zapakujcie dobrze i przyjślijcie na poniższy adres:

Magdalena Kurowska

ul. Jakuba Ka