Wszystkiego najlepszego mój drogi! 22 lata to piękny wiek – czujesz w pełni swą młodość! Nie jesteś już nibymłodzieżą-nibydorosłym 18- latkiem, ani jeszcze przerażonym zbliżającym się wielkimi krokami kredytem na 30 kolejnych lat i utratą zniżek 26- latkiem. To wiek, w którym już z grubsza orientujesz się w swoim świecie, a na pewno wiesz z kim warto trzymać sztamę. Mimo to wciąż poszukujesz, stawiasz kroki w rytm elektroswingu i farbujesz włosy na różowo. A przynajmniej mam taką nadzieję.

Życzę Ci kolejnych co najmniej 22 lat spędzonych na rozwijaniu  swoich mocnych stron i eksperymentowaniu, poszukiwaniu oraz doświadczaniu innowacji na własnej skórze. I żeby to nie była dobra zmiana. Niech Ci nie brakuje energii, rzutkości, przedsiębiorczości i pomysłów do końca świata, a nawet jeden dzień dłużej.

10 marca Uniwersytet świętuje swoje “urodziny”. W tym roku mijają już 22 lata od momentu utworzenia Uczelni. Niech żyje nam… Uniwersytet Opolski!

Piszę te słowa, mając w pamięci Greyowską makabreskę promującą Uniwersytet i puszczaną w opolskich kinach.

Pamiętam mój niesmak, gdy pojawiły się konkursy piękności w murach Uczelni.

Pamiętam wszystkie swoje błędy, które odbiły się głośnym echem, na szczęście nie czkawką, na UO. Wyciągnęłam z tych lekcji podstawową umiejętność zarządzania kryzysem. 🙂

To wszystko przeżyłam jako studentka. Dziś chcę się z Tobą podzielić moimi refleksjami po półtorarocznej przygodzie jako pracownik Uniwersytetu Opolskiego, a dokładnie mówiąc Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości.

Czego się nauczyłam pracując na Uniwersytecie Opolskim?

Ale sekretarkę to ty szanuj!

Pierwsze kilka miesięcy w AIPie przepracowałam w sekretariacie. Bardzo nie lubię słowa sekretarka, ma dla mnie pejoratywne znaczenie. Wystarczy zresztą wpisać w Google i zobaczyć jak postrzegana jest sekretarka. 

praca

Dlatego wolę słowo asystentka. Zdarzyło mi się też przepracować 2 tygodnie w samym sercu Uczelni – głównym Sekretariacie. Dziś mam ogromny szacunek do osób pracujących w takich miejscach, Tobie też to radzę. Dlaczego?  

Przez ręce asystentki przechodzą absolutnie wszystkie dokumenty w danej instytucji. To ona jest też pierwszym sitem. Jeśli widzi, że dokument nie ma wszystkich wymaganych podpisów i pieczątek, sygnatur, opisów, przesyła go w określone miejsce. To oznacza co najmniej dwie rzeczy: musi znać doskonale większość, jeśli nie wszystkie, obowiązujących procedur; musi łatwo orientować się kto, gdzie i czym się zajmuje. W kontekście największego pracodawcy na Opolszczyźnie i instytucji publicznej w jednym, to robi wrażenie. Jeśli jakiegoś dokumentu asystentka nie widziała na swoim biurku, to tego nie ma. Nie istnieje, nie istniało. Do papierologii dochodzi także pisanie maili, wydzwanianie i oddzwanianie, a i również zaangażowanie w w działania promocyjne.

Ponadto asystentka jest prawą ręką dyrektora jednostki. To ona umawia i przygotowuje oprawę dla spotkania, zarządza kalendarzem wspólnym i dyrektorskim. Umiejętności logistyczne wychodzą na pierwszy plan.

Nierzadko okazuje się, że asystentka jest pierwsza linią frontu helpdesku. Odwiesza komputery, instaluje aktualizacje, przypomina o antywirusach, naprawia kserokopiarki, tworzy prezentacje i raporty. 

Nie można zapomnieć także o dbaniu o płynność pracy w biurze poprzez bycie jednoosobowym działem zaopatrzenia. W cokolwiek. We wszystko.

I na koniec sekretaryjnego wywodu pamiętaj, że to wszystko robi osoba, która przede wszystkim pracuje z ludźmi i choćby nie wiem jak bolały ją nogi od wysokich szpilek (usilnie wierzę, że codziennie robiłam na szpilkach co najmniej kilometr, biegając w tę i  z powrotem po biurze) albo głowa od ilości rzeczy do zrobienia, ona musi być uśmiechnięta i gotowa do pomocy.

Sekretarkę/asystentkę to ty szanuj!

Life Long Learning jest arcyważny

Wdrożenie w nowe stanowisko pracy to oczywistość. Mnie czekało jednak coś więcej. Musiałam przenieść się w inną dziedziną o której słyszałam gdzieś kiedyś od kogoś tam. Przedsiębiorczość. Wsiąkłam na amen. To dzięki pracy na Uczelni poczułam jeszcze większy głód wiedzy. Zaczęłam chodzić na spotkania networkingowe, szkolenia biznesowe. Zaczęłam także robić kursy online – np. Akademię PARP czy z Coursera. To ile obejrzałam darmowych webinariów biznesowo – marketingowych, można przeliczyć na pełne dni. W trakcie pracy udało mi się także wyjechać na 10 dni do Grecji – na trening dla pracowników młodzieżowych – dofinansowany z Erasmus Plusa. Największą wartością, którą wyniosłam z Uniwersytetu jako pracownik, to świadomość, że można Inaczej. I warto w to iść.

Postęp, głupcze!

Może tego nie widać na pierwszy rzut oka, ale jestem fanką nowych technologii. Fascynuję się gadżetami, aplikacjami, programami, które ułatwiają życie i pracę lub robią niezłe show :). UO jak każda placówka publiczna jest przesiąknięta papierologią, dlatego nie wyobrażam sobie lepszego miejsca, które nauczyłoby mnie poszukiwania alternatywnych rozwiązań i narzędzi do sprawniejszego zarządzania. Wszystkim. 

Pod hasłem postępu rozumiem także komercjalizację działań. Ktoś może oburzać się i mówić, że uniwersytet to centrum nauki. I jest w tym prawda. Sądzę jednak, że nauka nie może służyć tylko naukowcom, ale także zwykłym Kowalskim. Stąd, niemalże przymusowy, mariaż nauki i biznesu. Szkoda, że przymusowy i nadal trzeba prosić obie strony, by zaczęły ze sobą współpracować. Ostatnio idzie nieco lepiej, ale jest jeszcze wiele do zrobienia.

The-Lilypad

Czego żałuję wspominając pracę na UO?

Pogrzebałam swoje pomysły, zanim ujrzały światło dzienne

W którymś momencie poczułam, że sztywnieję. Traciłam na tej studenckiej fantazji i werwie, a częściej chwytałam się jak tonący brzytwy zapisów, rozporządzeń, regulaminów i myślenia “nie da się”. Mimo wszystko płodziłam pomysły i zapisywałam je w specjalnym notatniku: Pomysły na AIP. Wertowałam go chyba kilkaset razy, ale odpuściłam wiele realizacji bo: to nie był ten czas, na to nie znajdziemy tyle pieniędzy, nikt nie zrobi tego za darmo. Dziś już wiem, że pozbawiłam siebie i innych możliwości, które są na wagę złota. Bo kto wie co by było dziś, gdyby się udało? 

Nie wyjechałam na pracowniczego erasmusa 

Nic dwa razy sie nie zdarza/ I nie zdarzy – pisała Szymborska. Nie lubię tracić okazji, tym bardziej, gdy wiem, że szansa na powtórkę jest nikła. Żałuję do tej pory, że nie wyjechałam na te kilka dni, by nauczyć się od innych jak lepiej wykonywać swoją pracę. Tym bardziej, że parę miesięcy przed końcem mojej kariery wpadły mi w ręce materiały poprojektowe, o tym jak współpracować z absolwentami na kanwie doświadczeń fińskich – Idea AGORA. Jestem zachwycona tym pomysłem, a przecież mogłam wpaść na niego o wiele wiele wcześniej. Wielka szkoda.

Warszawa. 😉 #warsaw

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Meg Kurowska (@megbrzeg)

Myślę, że patrzenie na Uniwersytet z dwóch perspektyw – pracownika i studentki – dało mi szersze pole do działania i możliwości, z których nie waham się już korzystać. Już niedługo pojawi się druga część, w której zdradzę dlaczego odeszłam z pracy marzeń dla wielu młodych ludzi i wróciłam na studia. 🙂 Tymczasem jeszcze w tym tygodniu spodziewajcie się kolejnej osoby z serii Student/ Studentka z Opola. 🙂