Cieszę się, że mój ostatni tekst o zdrabnianiu imion wzbudził wiele komentarzy. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że temat jest żywy i ludzie chcą o nim rozmawiać, ba! czują taką potrzebę. Właśnie głos czytelnika zainspirował mnie do tego, by nie w komentarzu, a tu – na łamach bloga odpisać. Oto więc moja odpowiedź na komentarz mojego serdecznego kolegi – Maćka Kochańskiego (dziś tak prywatnie, nie będziemy się przerzucać zawodami. Chyba.). 

Pani Magisterko (przepraszam za kąśliwość, ale wytłumaczę się pod koniec mojego tekstu), (treść komentarza Maćka – przyp. M.K.)

Panie Magistrze, nazywanie mnie Panią Magisterką nie jest wcale kąśliwe. Można jak najbardziej się do mnie zwracać. Dodam w tym miejscu, że spotkałam się także (nie w stosunku do mnie) z formą magistra. Jak magister, to czemu nie magistra? Ale spokojnie, wytłumaczę się pod koniec mojego tekstu.

Pierwszą sprawą jest fakt, że feminizowanie tego „problemu” w moim odczuciu jest bardzo naciągane, ponieważ kwestia zdrobnień w naszej kulturze dotyczy raczej zarówno kobiet jak i mężczyzn (w jakim stopniu, chętnie bym przeczytał jakieś dobre badania, póki się z nimi nie zapoznałem, jest to tylko moje mniemanie). W moim odczuciu ten „problem” bardziej dotyka poczucia własnej wartości niż chęci dominacji drugiej strony. Mężczyźni także zdrabniają swoje imiona, tak samo jak i kobiety w stosunku do siebie. 

Od czego by tu zacząć… Może zacytują samą siebie z poprzedniego tekstu:  „Życie doświadczyło mnie na tyle, by uznać jednak madziowanie za domenę męską.”. Zdanie to wynik moich obserwacji z życia uczelni wyższej (nie tylko w Opolu), pracy na uczelni wyższej, rozmów z koleżankami po fachu, studentkami. Niestety nie mam na podorędziu żadnych badań, które przypieczętowałyby los tych obserwacji. Jesli jednak moje słowo jest Ci czymś niewiarygodnym, myślę, że wystarczy chociażby przegląd komentarzy pod tekstem na moim prywatnym profilu czy pobieżny przegląd prasy tudzież internetu. Wystarszy wpisać frazę zdrabnianie imion. Pojawi się sporo wyników, które rozwieją wątpliwości co do płci zainteresowanych tych tematem. Żeby już później się nie tłumaczyć, polecam odrzucić z wyników fora dla mam. Jeśli jednak znajdę badania na ten temat, bądź pewien, że będę o Tobie pamiętać. Na przyjaciół można liczyć! 🙂

Znów cytat z tekstu: „Tłumaczę sobie, że część panów nie robi tego świadomie czy w złej intencji. Nie sposób jednak zauważyć, że jest to jednak podszyte poczuciem ojcowskiego traktowania, żeby nie powiedzieć wyższości. ” Nie wiem Maćku, trudno mi powiedzieć na ile to sprawa, która bardziej dotyka poczucia własnej wartości niż chęci dominacji drugiej strony. Z doświadczeń moich i moich rozmówczyń wynika, że dla większości panów, zwłaszcza starszych jest zupełne naturalne, by zwrócić się do młodszej kobiety Pani Madziu. Trudno mi podjąć się tu analizy ich poczucia wartości siebie. Myślę za to, że ta naturalność wiąże się z „oczywistością”, że kobieta wymaga opieki i takiego ojcowskiego (patrchialnego) podejścia. A tu już zalatuje nam seksizmem. To może, bym jeszcze raz się zacytowała: „Nie wykluczam także sytuacji, że to kobieta może równie protekcjonalnie traktować mężczyznę. I dla jasności dodam, że to także przejaw seksizmu. ”

Ach, jest jeszcze coś co wymaga mojego komentarza. Nie rozumiem dlaczego napisałeś słowo problem z cudzysłowiem. A nie, czekaj, już wiem. Jest różnica między problemem a „problemem”.  Ten drugi to taka bzdurka, pierdoła taka, widły z igieł. Wiesz co dla mnie znaczy to Twoje hasło  „problem”? Że bagatelizujesz sprawę. Tyle, że jak widzisz sprawa głównie dotyczy się kobiet i to one przede wszystkim komentowały ten tekst. Czy to znaczy, że nam wszystkim chcesz powiedzieć „robisz hałas o nic”? Wydaje mi się Maćku, że pragniesz mi wytłumaczyć na czym stoi ten świat, oczywiście z Twojego punktu widzenia. Wiesz jak to zagraniczna prasa opisuje? Mansplaining. Niestety nie ma na to dobrego polskiego tłumaczenia (męskplikacja?), ale myślę, że podstawowa znajomość angielskiego pomoże zrozumieć fenomen. A może to temat mojego kolejnego tekstu, jeśli chcesz, napiszę z uwzględnieniem Twojego przykładu. A już teraz na końcu tego tekstu znajdziesz kilka artykułów na temat mainsplainingu. Nie dziękuj, koleżanki będą zachwycone.

Marta Frej Memy dla ekspertki.org

Drugą sprawą są zależności służbowe i sfera zawodowo/publiczna. Oczywistą sprawą jest, że w kontaktach oficjalnych nawet przy bliskich relacjach przechodzi się na Pan + funkcja, Pan + imię + nazwisko + funkcja (w momencie przedstawienia), a później już w zależności od charakteru spotkania. 

Widzisz, takie to oczywiste, a w życiu bywa różnie.

Trzecią sprawą jest, że w świecie szkolnictwa wyższego i nauki, a funkcjonuję tu już parę lat i nie spotkałem się z przypadkiem, żeby podczas jakiejkolwiek prelekcji, dyskusji, wystąpienia publicznego w przypadku mężczyzn użyto tytułu naukowego, jednocześnie pomijając go w odniesieniu do kobiety (proszę o jakiś przykład, ponieważ naprawdę nie mogę uwierzyć). Codziennie mam wiele okazji, żeby obserwować takie sytuacje i nie znam ŻADNEGO przytoczonego (domniemanego) przypadku. Naprawdę „w kieszeni” mam kilkaset takich spotkań i absolutnie, nawet jednego wyjątku dla potwierdzenia tej tezy. 

Popatrz, ja też funkcjonuję tyle lat. Z pokorą przyznaję, że nie z taką zażyłością jak Ty, ale mimo wszystko te ostatnie siedem lat obfitowało w kontakty z nauką, w tym zagraniczną. I wiesz co, zdażyło mi się, byłam świadkiem, usłyszałam od znajomej. Przyjmij to na klatę, takie rzeczy się dzieją. Ciekawe jak wiele spraw kończy się u rzecznika/rzeczniczki ds. równego traktowania? Dobre pytanie.

I (prawie) ostatnia czwarta sprawa, prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie powiedzenia do Pani Profesor „PANI PROFESORKO” lub do Pani Doktor „PANI DOKTORKO”, pierwszy raz użyłem również „PANI MAGISTERKO” za co odruchowo przeprosiłem. I nie jest to seksizm, raczej dbałość o nieinfantylizowanie kobiet z dorobkiem naukowym. Chociaż rozumiem zamysł, to jednak uważam, że to byłoby co najmniej niestosowne. 

Doprawdy nie wiem czym jest infanylizowanie kobiet poprzez używanie żeńskich końcówek. Czy lekarka (r. męski: lekarz), dentystka (r. męski: dentysta), pielęgniarka (r. męski: pielęgniarz), nauczycielka (r. męski: nauczyciel) brzmią infantylnie? Czy są to infantylne zawody, cokolwiek to brzmi? Nie sądzę, każdy z nich jest wymagający i potrzeba wielu lat, by być dobrym w tym zawodzie. Ale Ty to dobrze wiesz, jesteś bardzo intelignetnym facetem. No to spróbujmy jeszcze z innymi profesjami – zakonnica (r. męski: zakonnik), sprzedawczyni (r. męski: sprzedawca), sekretarka (r. męski: sekretarz), pisarka (r. męski: pisarz). Skoro więc już używamy form żeńskich w języku polskim, dlaczego nie mielibyśmy stosować ich także w stosunku do premierek, polityczek, prezesek, dyrektorek, profesorek, doktorek. „Infantylnie” brzmi, mówisz. Nie, mój drogi kolego, po prostu się nie osłuchałeś wystarczająco długo. Nawet powiem Ci dlaczego tak jest: to dlatego, że przez długi czas nie było zbyt wiele kobiet na akademiach czy na wyższych funkcjach. Od 1989 r. mieliśmy tylko trzy kobiety pełniące urząd premiera. Taki pierwszy z brzegu przykład. Przyzwyczaisz się Maćku i do premier, i do profesorek, to tylko kwestia czasu.

I jeszcze całkowicie osobiste spostrzeżenie. Bardzo nienaturalne byłoby, gdyby portier witał mnie codziennie słowami „dzień dobry panie rzeczniku”. Miałbym mu odpowiedzieć „dzień dobry panie portierze” lub „pani porietrko (?!)” (na uczelni pozostajemy wyłącznie w stosunku służbowym)? Myślę, że wtedy faktycznie byłaby to chęć udowadniania czegoś sobie i objaw problemów z poczuciem własnej wartości, chociaż doskonale wszyscy wiemy, ze wykonywany zawód (jak i zdrobnienie imienia) nie stanowią o wartości człowieka. Raczej u nas zostanie „pan Maciek”, ewentualny „pan Maciej”, ale nie poprawi mi humoru, ani go nie zepsuje, a już na pewno nie poczuję się gorszy i nie zwrócę tej osobie uwagi (chociażby ze względu na… szacunek). 

Maćku, jeśli dla Ciebie jest w porządku, by na uczelni zwracać się do Ciebie „pan Maciek” czy „pan Maciej”, to przecież wszystko jest w porządku. I o tym również pisałam w poprzednim tekście. Gdyby sytuacja była inna, z pomocą przychodzi asertywność. Póki jest Ci dobrze, jest dobrze. P.S. Zawsze możesz odpowiedzieć Dzień dobry Pani/Panu, proste prawda?

I ostatnie pytanie, skąd mam wiedzieć jak masz na imię (hipotetycznie gdybyśmy się nie znali)? Magda, czy Magdalena? To pierwsze to zdrobnienie lub samodzielne imię. Może dlatego rzadko do Ciebie mówią Magda, ponieważ masz na imię Magdalena? Madzia pozbawiłaby mnie rozterek i ewentualnej pomyłki, ale to już przerobiliśmy…

Jesteś bardzo towarzyską i rozmowną osobą, nie wierzę, że nie wpadłoby Ci do głowy spytać osoby, którą formę woli. Koniec języka za przewodnika, jak to mówią. Tu mogę dodać wskazówkę, że wystarczy powtórzyć trzy razy imię rozmówcy, by je zapamiętać. Potwierdzone info!


Mansplaining:

Polskie publikacje:

Media zagraniczne: