Dzień dobry, nazywam się Magdalena Izabela Elżbieta Kurowska. Elżbiety nie ma nigdzie w papierach z wyjątkiem kurii. Izabely nie wpisuję nigdzie, bo nie jestem fanką tego imienia. Magdaleny używam tylko wtedy, gdy odbieram stypendia, nagrody, ogólnie spływa na mnie chwała. Rzadko mówi się do mnie Magda, jeśli już to wtedy, gdy Leszek się na mnie zdenerwuje. W życiu funkcjonuję jako Meg i jest mi z tym dobrze. Źle mi natomiast, gdy mówisz do mnie Madzia. 

Żeby nie było niedomówień – nie mam nic przeciwko, gdy mówią do mnie tak rodzice i bliska rodzina. Złoszczę się, gdy w ten sposób odnoszą się do mnie obce osoby, zwłaszcza mężczyźni. Zdrabnianie imion często odnosi się do dzieci, a że te są z reguły traktowane mało poważnie, łatwo możemy zrozumieć, gdzie jest pies pogrzebany. No nie wiesz, Madziu? To ja Ci wyjaśnię dziecko drogie, na czym stoi ten świat. Nie jestem dzieckiem, od 2009 jestem osobą pełnoletnią, a dziś na pewno uważam się za dorosłą. Zdrabnianie imion kobietom, w sytuacjach zawodowych czy oficjalnych to dla mnie jawny znak pobłażliwego traktowania pań. Tłumaczę sobie, że część panów nie robi tego świadomie czy w złej intencji. Nie sposób jednak zauważyć, że jest to jednak podszyte poczuciem ojcowskiego traktowania, żeby nie powiedzieć wyższości. Wielokrotnie spotkałam się, że na konferencjach czy debatach profesorki z imponującym dorobkiem naukowym prezentowane były jako Panie Kasie. Gdzie tytuł naukowy, na który pracowała kilkanaście lat? Dlaczego jest Pan Profesor Jarosław Nowak, Pan Doktor Krzysztof Jakikolwiek i Pani Kasia z Insytutu Rzeczy Bardzo Poważnych? Bardzo protekcjonalne jest to kasiowanie, madziowanie czy inne – anie. Ani w tym szacunku, ani w tym partnerstwa.

Już widzę te komentarze: Wyciagnij kija z dupy Meg. Jak się ludzie znają, to co się będą Tomaszować i Magdalenować?! W moim przekonaniu, na stopie towarzyskiej jest to jak najbardziej naturalne i zrozumiałe. Zalecałabym jednak spytać wcześniej rozmówcę jak powinniśmy się do niej/niego zwracać, na pewno pozwoli to uniknąć faux pas. W sytuacjach publicznych, w mediach, w miejscu pracy, na konferencjach czy wiecach nie zgadzam się na imienny protekcjonalizm, deprecjonowanie i degradowanie kobiet do roli słabszych/mniej ważnych osobników. Uczulam na te media, bo z nich często czerpie się wzorce, one też napędzają świadomość społeczną.

Zastanawiałam się jak mogę reagować, gdy ktoś mi madziuje w sferze publicznej. Wczoraj, gdy miała miejsce taka sytuacja, zbyłam to milczeniem. Myślę jednak, że nie nie tędy droga. Rozwiązania na tę chwilę widzę dwa, a każde z nich wymaga odwagi.

  1. Zwrócić w jasny, klarowny sposób uwagę rozmówcy, że nie życzysz sobie zdrabniania swojego imienia.
  2. Odpowiedzieć w podobnym tonie: Jak Pan widzi, Panie Krzysiu….  Myślę, że lotne osoby uchwycą tę sugestię i zaprzestaną zdrabniania. Nie ma co też przeceniać ludzi i liczyć się, że się domyślą. Sugerowałabym, by po takiej odpowiedzi dodać, że nie zgadzasz się na zdrabnianie swojego imienia.

By być sprawiedliwą, zdaję sobie sprawę, że często starsi ludzie zwracają się do tych młodszych używając zdrobienień. Wydaje się, że z racji wieku są usprawiedliwieni. Zachęcam jednak, by wykazać się postawą asertywną i jeśli czujemy się źle z madziowaniem z ich strony, zwróćmy im uwagę. Nie wykluczam także sytuacji, że to kobieta może równie protekcjonalnie traktować mężczyznę. I dla jasności dodam, że to także przejaw seksizmu. Życie doświadczyło mnie na tyle, by uznać jednak madziowanie za domenę męską. Nie ma co się obrażać, czas się ogarnąć.