Prawdziwy mężczyzna nie choruje. On walczy o przetrwanie. Prawdziwa kobieta nie ma na to czasu, zapija Gripexa kawą i biegnie zająć się dziećmi i obiad ugotować. Nic w sumie zaskakującego, ale pytanie czy słusznie? 

to też mnie zainspirowało do tekstu. Kobiety w reklamach zawsze są ekspertkami od zdrowia i opieki nad bliskimi.

Patrzę na Leszka jak wyciąga niemrawo rękę w kierunku chusteczkę. -Meeeguu, zrobisz herbatkę z tym syropem? – pyta łamiącym się głosem, regularnie co 20 minut. Megu zrobi, bo jej żal nicponia, taki biedny, taki nieporadny, tak mu źle. Nic tylko zrobić herbatkę, podsunąć chusteczki, zabrać zużyte, poprawić poduszkę, uchylić okno, żeby nie czuć choroby unoszącej się w powietrzu, a na końcu ojojać, bo inaczej nie przestanie boleć.

grafika: LisieSprawy.pl

 

W jednym mądrym artykule przeczytałam, co pomaga na każde przeziębienie:

  • rosół – już w 2000 r. naukowo udowodniono jego siłę w walce z wirusami wywołującymi przeziębienie. Dr Stephen Rennard z University of Nebraska Medical Center zamówił u swojej babci rosół i podawał grupie grupie przeziębionych ochotników. Wszyscy poczuli się dużo lepiej niż grupa porównawcza, która bulionu nie dostała. Lepiej też im oddychało. O tym jak rosół zrobił to z chemicznego punktu widzenia, przeczytacie ze szczegółami w linku do powyższego artykułu.
  • okazanie czułości – według tekstu red. Romanowskiej, rosół wpływa pozytywnie na stres. Zwłaszcza, gdy przygotuje go nam bliska osoba – w ten sposób czujemy, że komuś na nas zależy, nie jesteśmy pozostawieni sami sovie, co jest ważne przy rekonwalescencji. Przypominam, że gdy przemęczenie i stres nas zjadają, nasz system odporności leci na łeb, na szyję.

    Dlatego radzi (Sheldon Cohen z Carnegie Mellon University w Pittsburghu – przyp. M.K.), by w okresie, kiedy wokół nas krążą wirusy grypy i przeziębienia, częściej niż zwykle przytulać się do ukochanej osoby. Poczucie wsparcia i bliskości, jakie daje przytulanie, chroni przed infekcjami, a także łagodzi ich objawy, przekonuje uczony.

    źródło: Newsweek, red. Dorota Romanowska

Więc jako mądra głowa postanowiłam, że będą dobrą i wyrozumiałą pielęgniarką podczas niedomagania przez umiłowanego. Plan był dobry, ale nie można dłużej niż dzień tak funkcjonować. Dzień później, zaczyna mnie krew zalewać, bo przecież mądrzy ludzie wymyślili Gripexa, Fervexa i inne -xa, więc w przypływie sił, można już funkcjonować mniej lub bardziej! Wystarczy chwilę poleżeć i już jest lepiej – można się z powrotem wziąć za wszystkie zobowiązania.

Po dłuższym namyśle wiem, skąd bierze się ta moja niecierpliwość i frustracja wobec chorego faceta. Nie mam czasu chorować, tak samo jak masa innych kobiet. Trzeba iść do pracy (no chyba, że jesteś szczęściarą i masz L4) lub dokończyć zlecenia, ogarnąć dzieci, mieszkanie, zakupy po drodze i jeszcze przygotować coś do jedzenia. Nie oszukujmy się, wciąż w większości zajmowanie się gospodarstwem domowym i rodziną spada na panie.  My zaś heroicznie jemy Gripexy srexy między kawą a odkurzaniem. Śmiejemy się z nieporadnych chorych mężczyzn, w tym samym czasie wspominając z dumą jak z gorączką 38 st. robiłyśmy nadgodziny przy ważnym projekcie. Koniec jednak z tym, żądam równouprawnienia w chorobie!

Nie ma nic fajnego w tym, że nie masz czasu czy możliwości zająć się swoim ciałem. Choroba nie bierze się z dobrej formy i świetnego samopoczucia. Jest wypadkową negatywnych emocji, niedogodnych warunków środowiskowych, namacalnych i niezrealizowanych potrzeb. Jeśli więc jesteś chora powinnaś wziąć przykład z partnera, położyć się w łóżku, poprosić o herbatę z miodem, sokiem malinowym i imbirem, a później o ogólne ojojanie. Pozwól sobie na regeneracje i odpoczynek. Świat się nie zawali na 2-3 dni bez Ciebie i Twojej pracy. Ciało masz tylko jedno i będzie Ci służyć do końca. O ile Ty będziesz mu służyć. W zdrowiu i chorobie.

 

Zapisz się na newsletter i odbierz przewodnik po Budapeszcie

Chcę się zapisać! (Mogę wypisać się w każdej chwili).

FreshMail.pl