FreshMail.pl

Tyle razy wspominałam, że jestem za stara na to, by ktoś polewał mnie regularnie drinkiem na parkiecie, bo uznał, że może swobodnie tańczyć z kieliszkiem w ręce. Lub przypalał papierosem, bo w sumie, dlaczego by nie skakać między ludźmi z odpalonym petem. Przymykam wciąż na to oko, ale jest jedna rzecz, która zachęca mnie do tego, by coraz częściej pojawiać się w klubie dla lesbijek. 

– Your body language says everything… – zagaduje do mnie i próbuje chwycić w talii. Wywijam się jak węgorz i uciekam w inny kąt klubu. Przynajmniej ten coś jeszcze powiedział, a nie przyatakował od razu z zamiarem tarła. Bo dziś moi drodzy, nie chodzi się do klubu, by potańczyć. Tu, pod wpływem podkręconego basu, stroboskopu i duchoty odbywa się coś co mogłaby Czubówna omawiać:

 
Samice zbierają się w niewielkich grupkach,  a następnie pod wpływem fal dźwiękowych uginają rytmicznie kończyny. W stronę samic zmierzają parami samce. Ich cel jest prosty – rozproszyć grupki, wyłowić wyróżniające się jednostki i oddzielić je od stada. 

 
Możesz się śmiać, obserwowałam to wielokrotnie. Ba! Nawet brałam udział w badaniach poświęconych tańcowi i jego roli w klubach. Czy to Opole, Wrocław, Saloniki, Budapeszt czy Ateny, wszędzie jako imprezowiczka musisz być ostrożna. Mężczyźni polują.
Najdobitniej to poznałam we Wrocławiu, gdzie panowie zacieśniali wokół naszej grupki kordon, po czym bezceremonialnie wyciągali po nas ręce. Z odsieczą przybyli nam koledzy, ale w ferworze myśliwi nawet nie zauważyli, że zamiast naszych chwytają męskie pośladki.

Mnie się wydaje, że mężczyźni, którzy idą do klubu w większości widzą kobietą na trzy sposoby:

  1. Jeśli tańczy swobodnie, energetycznie, wczuwa się w piosenkę – to na bank potrzebuje męskiego towarzystwa, by to kontynuować nawet i do rana.
  2. Jeśli w miarę tupta do rytmu – to na pewno potrzebuje męskiego przewodnika po tych czeluściach.
  3. Jeśli stoi przy barze – wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią: bierz ją!

Zanim mnie zakrzyczycie w komentarzach – rozumiem, że ludzie idą potańczyć, by przeżyć flirt, przygodny seks, a może znaleźć miłość swojego życia. Są jednak też tacy, którzy idą tam, by spędzić miło czas ze znajomymi lub samym sobą. Po prostu. Ha! Nie spodziewaliście się tego!

lesbijek

kliknij, by przejść do źródła

W klubie dla lesbijek

W ubiegłą sobotę odwiedziłam znany w Salonikach klub dla lesbijek, a jak się później okazało i gejów. Nie pamiętam kiedy ostatnio czułam się tak bezpiecznie i swobodnie na parkiecie. Żadnego obłapiania, zaczepiania, daremnych tekstów na podryw. Mogłam tańczyć bez obawy, że ktoś zaraz zajdzie mnie od tyłu i spróbuje zaciągnąć w najciemniejsze miejsce na sali. Samiec upolował zwierzynę.

Wina penisa?

To nie jest tak, że winę za całe zło ponoszą panowie. Wina tak na prawdę leży po obu stronach. Chłopcom od małego mówi się, że są odkrywcami, mistrzami w swoich dziedzinach, więc wyrastają na zdobywców. Wszyscy dookoła im mówią, że muszą podbijać, bo taka jest rola prawdziwego mężczyzny. Można w to wierzyć lub też nie, ale jeśli ktoś przez całe życie Cię uczy w ten sposób, trudny przerzucić się na inny. Mimo wszystko jest to warte trudu.
Jak przejść ponad tym? Tu przychodzi z pomocą empatia, inteligencja emocjonalna, rozwinięte umiejętności komunikacyjne, przede wszystkim aktywne słuchanie.  Zwłaszcza, gdy pada „nie”.

Nie wszędzie brzmi tak samo

Tu już pojawia się rola kobiet. Kiedy nie chcesz z nim zatańczyć, powiedz wyraźnie „nie”. Nie rób dobrej miny do złej gry. Nie tańcz z nim na odczepnego, że niby zrozumie, że nie masz ochoty. W ten sposób wprowadzasz go w błąd.
Nie chcesz żeby Cię łapał w talii, odsuń go i powiedz „nie”. Nie ślizgaj się jak węgorz.
Nie chcesz z nim rozmawiać? Nie mów, że idziesz do toalety i zaraz wracasz. Nie uciekaj przed nim jak dziewczynka.
Nie dawaj mu wymyślonego numeru, jeśli nie chcesz, żeby do Ciebie dzwonił. W ten sposób tylko upewniasz go, że wszystko co robi jest ok.
A gdy już padnie to sakramentalne „nie”, odpuść drogi kolego. Znajdź kogoś, kto czeka na Twoje towarzystwo. Nie ma tu miejsca na udowadnianie czegoś komukolwiek. „Nie” wszędzie brzmi tak samo.

Girls just wanna have fun

Nie chcę przy każdym kolejnym kieliszku zastanawiać się, czy to nie ten jeden za dużo, który przyciągnie myśliwych. Nie chcę wciąż walczyć o suwerenność ciała i działań. Nie potrzebuję opiekunów na parkiecie. Nie chcę dawać zmyślonego numeru na odczepnego. Nie chcę co chwilę ukrywać się w toalecie.
Chcę bawić się swobodnie sama, ze znajomymi, z chłopakiem. Chcę czuć się bezpiecznie. Chcę, by szanowano moją odmowę. Chcę mieć przylegającą-krótką-wyciętą sukienkę bez wysłuchiwania lepkich zdań. Chcę być Beyonce tej nocy. A jeśli mogę zrobić to tylko w jednym miejscu, to idę do klubu dla lesbijek. Ty w tym czasie uczysz się asertywności.

Chcę dostawać słodkie maile od Meg!

Zapisuję się na newsletter. Wypiszę się, gdy tylko zechcę.

FreshMail.pl