Od dłuższego czasu obserwuję wydarzenie Protest Studentów i Studentek – Opole. Zaglądam też na te siostrzane, związane z Krakowem, Wrocławiem, Warszawą, a także z Ogólnopolskim Protestem Studentów i Studentek. A potem patrzę na swoich greckich znajomych. Jaka jest różnica między greckimi a polskimi studentami? 

Postulaty, które można znaleźć na opolskim profilu

Uwaga! Protest studentów, uczniów, absolwentów, nauczycieli szkolnych i akademickich, doktorantów i wszelkich naukowców oraz rodziców, a także wszystkich, którzy chcą do nas dołączyć!

Opole protestuje również w sprawie protestu gminy Dobrzeń Wielki w sprawie włączenia części gminy do granic Opola

NIE dla chaosu w szkole- nie zgadzamy się z reformą szkolnictwa zaplanowaną przez rząd PIS

Chcemy żyć w państwie:
1. W którym przestrzegana jest Konstytucja.
2. W którym instytucje naukowe i kulturalne są niezależne, a programy nauczania nie są ideologizowane.
3. W którym opłaca się prowadzić badania naukowe.
4. W którym zagwarantowana jest wolność zgromadzeń.
5. W którym media są wolne, a dziennikarze mogą monitorować pracę polityków.
6. W którym wszystkie osoby są równe wobec prawa.
7. W którym mamy zagwarantowaną ochronę wszystkich praw człowieka.
8. W którym ofiary przemocy są objęte realną ochroną.
9. W którym Ministerstwo Środowiska dąży do ochrony, a nie niszczenia polskiej przyrody.
10. Którego rząd nie izoluje Polski od Unii Europejskiej i nie ośmiesza naszego kraju na arenie międzynarodowej. 

Jak to wygląda?

W Opolu udział planuje wziąć – uwaga – 53 osoby. Przypominam, że prawie 1/4 populacji stolicy regionu to żacy – ok 40 tys. ludzi. W Krakowie zdeklarowało się na Facebooku 1,3 tys. Wrocław – 1,7 tys. Warszawa – 1 tys. Z doświadczenia wiem, że realnie przyjdzie 30% zdeklarowanych w mediach społecznościowych.

Pamiętam jakie zamieszanie budziło ACTA, tysiące młodych (i nie tylko) wyszło na ulice, by wyrazić swój sprzeciw i niepokój. Potem przypomina mi się KOD. Później był Czarny Protest, który wspierałam sercem, bo ciałem już byłam w Grecji. I podpisem pod petycjami!

Byłam tam

Mój pierwszy raz, kiedy wyszłam na ulice był w ubiegłym roku. Nie zgadzam się na zaostrzenie prawa aborcyjnego, dlatego wyciągnęłam wieszak z szafy i poszłam pod Urząd Wojewódzki. Sama. Gdyby nie to, że spotkałam tam znajome twarze, stresowałabym się jeszcze bardziej faktem, że występuję przeciwko sile schowanej za garniturami, krawatami i murami władzy państwowej. Tak, wiem, że był to projekt ustawy. Tak, wiem, że niepartyjny, ale wspierany przez partię rządzącą. Nie to jest istotne. Najważniejsze w tym wszystkim był mój lęk przed udziałem w proteście. Jakby ten malutki (?) akt niesubordynacji był czymś zupełnie, ale to zupełnie nieodpowiednim.

fot. Jagoda Gorol

Dlaczego?

Dało mi to do myślenia, bo przecież nie powinnam bać się decydentów. Za moją zgodą są na Wiejskiej, w urzędach i instytucjach. Moją i pozostałych obywateli i obywatelek. A jeśli nie podoba mi się ich praca, mam prawo, by to wyrazić. Nawet poprzez udział w protestach.

Piszę te słowa, ponieważ mam wrażenie, że nieco zapomnieliśmy jak to jest wyjść na ulice. Ci, co pamiętają historię, doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak wiele takich działań miało miejsce i jakie efekty przyniosły. A ci, którzy nie pamiętają, pamiętać nie chcą, niech wiedzą, że mimo wszystko, żyjemy w cywilizowanym kraju. Mamy swoje obowiązki, mamy swoje prawa. I możemy domagać się ich respektowania, maszerując przez ulice z banerami, w ciszy lub wykrzykując hasła. Nie ma jednak we mnie zgody na niszczenie przy tym mienia publicznego i prywatnego. Bo to nie jest cel, ani środek do celu. To chamski cios w wizerunek obywatela, suwerena.

Tymczasem w Grecji

Gdy pierwszy raz weszłam do budynku Szkoły Filologii i Literatury Angielskiej na Uniwersytecie Arystotelesa, miałam wrażenie, że nie jestem w:

  • publicznej instytucji ani
  • uczelni wyższej.

Ściany poobklejane wielkimi posterami z grafiką żywcem wyjętą z komunizmu. Postacie robotników, żołnierzy i żołnierek (!), bojowników i setki, jeśli nie tysiące ulotek. Każda z innym manifestem, hasłem i terminem protestu.

Po trzech miesiącach już wiem, że Grecy zawsze znajdą powód, by wyjść na ulice i pokazać swoje niezadowolenie. Wielokrotnie mijałam studentów blokujących drzwi budynku wydziałowego, rozdających ulotki, zagadujących przechodniów, słuchających piosenek, które jak się domyślam, wyrażały ich niezgodę.

Co robić?

Myślę, że wiesz co mam na myśli. Czas podnieść się z kanapy. Samo klikanie, pisanie statusów czy lajkowanie to już zdecydowanie za mało.

Nie chcę Cię zostawiać z wielkim hasłem: Obywatelu, czyń co trzeba! Dam Ci za to świetną mapę. WeTheCrowd przygotował Poradnik cyfrowego obywatela na niespokojne czasy. Proszę Cię teraz o kilka minut czytania ze zrozumieniem. A potem wyjdź zza swojego komputera, weź smartfona i idź na ulice.Tego potrzebujemy. My wszyscy.

 

Zapisz się na newsletter i odbierz przewodnik po Budapeszcie

Chcę się zapisać! (Mogę wypisać się w każdej chwili).

FreshMail.pl