Dałabym sobie rękę uciąć! Ja, wykształcona osoba, wielokrotnie analizująca media, nowe technologie, media społecznościowe, internety. Pracująca w takim środowisku! Teraz, jak nigdy wcześniej, powtarzam sobie codziennie: Dystans, dystans albo wszyscy kurwa zginiemy. 

Przyznam się bez bicia, zasypiam i budzę się z telefonem. A to obejrzę jeszcze jakiś filmik, a to przeczytam Wysokie Obcasy, a może sprawdzę co nowego na Instagramie. Normalka. Do czasu, gdy przyszły moje 25. urodziny. Chciałam zrobić sobie jakieś ogólne podsumowanie, wytyczyć nowe kierunki rozwoju, ale nie mogłam, nie potrafiłam.

Za każdym razem, gdy logowałam się na Facebooka zasypywały mnie powiadomienia: ta zaręczona, ci mieli super wesele, ta w ciąży, tym się już urodziło, ten rozkręca już trzecią firmę, ta ma zdjęcie z aktem notarialnym, ci w Pradze/ Londynie/ Warszawie/ Madrycie/ Zimbabwe, a ta to pracuje przy największych branżowych eventach. Ten w ministerstwach, ci w ogólnopolskich mediach, a ta ma fotogenicznego buldożka francuskiego, który robi furorę na Instagramie. Zresztą miliony serduszek potwierdzają jego urok na tle marmurowego blatu. No i ja.

Życiowy nieudacznik

Właśnie się przebudziłam z popołudnowej drzemki, bo nic nie robi tak dobrze w upały, jak wyciągnięcie się na łóżku w chłodnym pokoju. Hans, rudy kot, spał na mnie, więc jestem cała w jego sierści i ogólny widok jest raczej żałosny. A mogłam przecież pójść pobiegać wokół kamionki, nad wodą też jest super w taki dzień. Buty do biegania mam. Spaliłabym kalorie pod Food Feście, schudłabym, zmieściłabym się w sieciówkowe ubrania, byłabym fit cool na Insta. A tak, znowu zmarnowana szansa na zostanie gwiazdą.

Zamiast przecież tej drzemki mogłam dokończyć swój biznesplan, który piszę już rok. Może w końcu zamknęłabym się z kalkulacjami i a nuż (widelec), skończyłabym wkrótce jako naj… bizneswoman w zestawieniu Super Naj Inno-Kreatywno-Bogato-Sprzedażowo Polska 2016. I byłabym wzorem do naśladowania, przynajmniej na Facebooku. A to już coś! Zrobiłabym sobie jeszcze spersonalizowane hasztagi i każdy człowiek sukcesu tagowałby swoje osiągnięcia moimi #.

Później zostałabym mówcą inspirującym i mówiłabym wszystkim: Możesz wszystko, sky is the limit, miałam 5 tys. kredytu, ale wyszłam na prostą i teraz zarabiam w… peso. Czy coś. A tak to nawet tego pieprzonego kredytu nie mam. Moje życie nie ma sensu.

Pokaż mi co masz na Facebooku, a powiem Ci kim jesteś

Zostawiłam stałą pracę na uniwersytecie, zaczęłam studia, których nikt nie rozumie, czekam na przelewy i pakuję się właśnie do Grecji do Erasmusa. Bardzo odpowiedzialnie, zwłaszcza, jeśli pomyśleć, że moi rodzice, będąc w moim wieku mieli już dwójkę małych dzieci. Mnie co rano budzi kot. W tym samym czasie ktoś już planuje wesele, zaręczył się, czeka na poród, pierwsze zęby i kupy pierworodnego, wyjazd na delegację do Kuala Lumpur, awans w międzynarodowej korpo albo karierę trenerki personalnej i  fit guru. Skąd to wiem? Z tego samego miejsca co ty, z Facebooka, Instagrama itp.

Zapomniałam tylko o jednej rzeczy, w sumie bardzo ważnej. To wszystko co codziennie ładuje się w newsfeedzie, to tylko wycinek czyjegoś życia, dokładnie wyselekcjonowany, odpowiednio przygotowany, podretuszowany i opisany. Robią to wszyscy. Wybierają coś  z ich zagmatwanego życia, ładnie opakowują i siup do sieci. Teraz pozostaje czekać na lajki i komentarze: gratulacje! ślicznotka! wow, zazdro! Przecież to samo robisz w swoich kanałach. No ale czy… ktoś wie, ile potu kosztuje Cię codzienny trening? Czy ktoś wie ile razy w tygodniu jesteś w domu, bo jesteś skupiona na pracy. Czy ktoś wie, ile trwa zrobienie zdjęcia perfekcyjnej owsianki na marmurowym blacie?

Ja to ja?

Zapętlałabym się w poczuciu beznadziejności, gdyby nie to dojrzewające przeświadczenie, że wszyscy oszukujemy tworząc sobie (alternatywną?) wersję siebie w mediach społecznościowych. Żeby nie było, nie podważam czyichś sukcesów. Raczej chcę pokazać, że to czubek góry lodowej. Życie jakie jest, dobrze wiemy. Czy rozumiemy? Bo przecież wiem, jak ludzie funkcjonują w internecie, ale zrozumiałam to w pełni całkiem niedawno. Ja, osoba od mediów, po kursach marketingowych, po różnych działach promocji, po uniwersyteckich zajęciach z tego tematu. Ciemna strona mocy od razu każe mi się zapytać, ile zatem prawdy pozostaje w postrzeganiu drugiej osoby, biorąc pod uwagę jej media społecznościowe? Czy te wycinki super codzienności to półprawdy? Zanim zaczniesz poszukiwać odpowiedzi, zatrzymaj się! Druga rzecz, którą musisz sobie przypomnieć teraz to trawnik. Tak, trawnik!

Trawnik

The grass is always greener on the other side of the fence (dosł. trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu). Może to kwestia wychowania, może to polska mentalność, może natura ludzka, a może to permanentny ubytek w pewności siebie – wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Uwielbiam Beyonce, podziwiam ją, jest moją idolką. Dopiero jednak grzebiąc w materiałach z backstage’u dowiaduję się, że jest pracoholiczką i perfekcjonistką. Jeśli pracuje nad kolejnym projektem, to poświęca mu maksimum uwagi i energii. Jeśli nie śpi dwie doby, jej zespół razem z nią. Jeśli pracuje kilkanaście godzin, to nikt przy niej nie zwalnia tempa. Jaka jest cena niewiarygodnego sukcesu, myślę, że każdy może sobie wyobrazić. Czy chciałabym się z nią zamienić? Nie wiem czy byłabym gotowa tak się poświęcić. A czy Ty jesteś gotowy, by żyć jak ludzie, których tak podziwiasz, którym tak zazdrościsz? Prawdziwie żyć, nie tak jak to jest na fejsie, insta, snapie.

Nie dajmy się zwariować

Nie chcę Cię zostawiać w markotnym nastroju. Chcę Ci powiedzieć, żebyśmy wszyscy nabrali dystansu. Do siebie, do życia, do ludzi obok i tych całkiem daleko. Nie dajmy się zwariować. W ostatni poniedziałek zapytano mnie, w czym chciałabym być mistrzynią. Odpowiedziałam, że byłoby super pozostać sobą i jeśli to miałoby oznaczać bycie przeciętnym to też jest ok. Nie wszyscy musimy być mistrzami. Musimy?