W poprzednim ekhem odcinku starałam się oprowadzić Cię po Peszcie, prawobrzeżnej stronie miasta. Innymi słowy, tej płaskiej. Zanim przeniesiemy się do Budy wzniesionej na schodach (a przynajmniej ja tak uważam), chcę Ci pokazać jeszcze kilka miejsc, których nie może zabraknąć w planie wycieczki. 

Naszą ostatnią wycieczkę skończyliśmy na Placu Bohaterów. Za nim jednak znajdziesz jeszcze więcej niż myślisz.

Park Miejski /Városliget/

Miałam to szczęście, że trawiłam tam, gdy odbywał się, nazwijmy to, piknik. Masa straganów z rękodziełem, ale i chińszczyzną, food trucki a pośrodku polanka, na której wylegiwali się w leżakach turyści i miejscowi z piwem w ręce. Grała muzyka, fala ludzi przesuwała się między drzewami i straganami, a wśród nich ja z walizeczką na kółkach. Gdybyś jednak nie zdążył na pikniko-festiwalo-coś, na pewno znajdziesz coś dla siebie. Tuż obok wejścia do parku stoi imponujący Zamek Vajdahunyad, a po jego fosie pływają wodne rowery i łódeczki. Może zechcesz pomachać wiosłem? Jeśli nie, po drugiej stronie ulicy znajdziesz masę ławek idealnych do posiedzenia z książką. Gdy Cię weźmie chęć na dzikie zwierze, tuż obok znajdziesz Zoo Miejskie otwarte ponad 150 lat temu. W zimie znajduje się tu największe w Europie lodowisko na świeżym powietrzu. Hmm, to musi być coś!

Co prawda Park obfituje w liczne oczka wodne, kuszące wręcz, by zmoczyć w nich nogi, ale muszę Cię ostrzec. Jeśli wejdziesz w głąb parku, znajdziesz najbardziej olśniewające i luksusowe termy w Budapeszcie – Széchenyi Gyógyfürdő. Cena odpowiednia do komfortu, ale myślę, że warto. Podobno co jakiś czas można się załapać tam na wieczorne szalone imprezy, przy których przygrywają znani DJe.

DSC_0348

Żółta linia metra /Millenniumi Földalatti Vasút/

Nie mogłam sobie odpuścić takiej atrakcji! Toż to najstarsza linia metra w kontynentalnej Europie, druga na świecie! Otwarta w 1896 r.! Nie dziwię się, że wpisali ja listę UNESCO, jest po prostu urzekająca (tak, wciąż mówię o linii metra) i dla mnie wciąż niewiarygodna jak długą ma historię. Ile zakochanych par przewiozła?! Rodzin celebrujących wolną niedzielę watą cukrową w Parku Miejskim. Ile łez się tam przelało i ile pożegnań i urwanych słów widziały te ściany?! Magia, po prostu magia!

budapeszt

źródło: holidaycheck.pl

Wielka Hala Targowa /Vásárcsarnok/

Doskonały przykład na to, że rozmiar nie ma znaczenia. Albooo…, że perspektywa ma znaczenie. Piszę to w sumie z rozczarowania, ponieważ miałam dość wysokie oczekiwania wobec tego miejsca. Hala nie jest tak duża, jak się wydaje z zewnątrz. W środku jest dość ciasno i jeśli zapuścisz się w alejki, znajdziesz przede wszystkim stoiska z papryką (przypadek?), wędlinami, świeżymi warzywami i owocami, smalcem z mangalicy – super węgierskiej świni, która podobno jest na wpół dzika, bardzo tłusta, za to z małą ilością cholesterolu. Na piętrze są bary i budki z jedzeniem. Tam też próbowałam po raz pierwszy langosza. W wersji tradycyjnej jest podawany ze śmietaną i tartym serem, tam jednak możesz go obsypać dowolną ilością składników. Musze przyznać, że jest to solidny fast food. Arcytłusty a przy tym, skutecznie zapycha pusty żołądek. Mimo wszystko, nie żałuj sobie czegoś do przepicia. 😉

Most Łańcuchowy /Széchenyi lánchíd/

Podobno druga po Parlamencie wielka duma Węgrów. Z mostu rozpościera się ładny widok na oba nabrzeża, choć jest nieco ciasno dla pieszych. Tragedii nie ma, ale jak dla mnie fajerwerków też jakoś nie. Przynajmniej za dnia, bo w nocy most promienieje blaskiem tysiąca żarówek, które odbijają się w granatowych wodach Dunaju. P.S. Trzeba zrobić sobie zdjęcie ze lwami strzegącymi wejścia na most. Po prostu trzeba. 🙂

DSC_0367

Zamek Królewski i Wzgórze /Budavári Palota/

Lubię zwiedzać zabytki i muzea, ale w tym przypadku na prawdę nie czułam takiej potrzeby, by słoneczne piękne dni spędzać w grubych murach Zamku. Oprócz tego, że warto się poszlajać wzdłuż i wszerz, nie mam nic specjalnego do dodania o tym miejscu. A nie, jednak mam. Warto dać sobie więcej czasu i nie spieszyć się z podziwianiem widoków z murów obronnych czy ogrodów. Jeśli nogi bolą Cię od chodzenia, na wzgórze możesz dostać się kolejką, no ale trąca to lekko lamerstwem – nie jest to specjalnie wysoko. 😉

DSC_0225

Boże, jakie to było dobre! Bardzo bardzo bardzo gorąco zachęcam do tego, by spróbować twarożkowych batoników. To węgierski przysmak

DSC_0262

Kościół Macieja z unikatowym dachem a przed nim św. Stefan na koniu. Przodem.

DSC_0223

Baszta Rybacka

Baszta Rybacka

Widok z Baszty Rybackiej zapiera dech w piersiach. Jak na dłoni widać stąd cały Peszt z całym cudownym nabrzeżem na czele. Wejście na Basztę jest płatne, ale jeśli przejdziesz kawałek w stronę Muzeum Marcepanu, to właśnie w tym miejscu znajdziesz kawiarnię umiejscowioną w baszcie, z widokiem na Peszt. Wstęp free, no ale może skusisz się na kawę? W takim miejscu? 🙂

Wzgórze Gellerta /Gellérthegy/

DSC_0284Weszłam tam w balerinach, więc nie masz co się martwić! Alejki ciagną się wśród drzew coraz stromiej, a gdy przyciśnie Cię bezdech, spokojnie będziesz mógł odpocząć na jednym z wielu tarasów widokowych. W połowie trasy znajdziesz pomnik otoczony kolumnadą. To biskup Gellert zamordowany przez pogan. A przynajmniej legenda mówi, że tak było. Spod pomnika tryska woda, która spada ok 40 m, tworząc wodospad. Chwilę łez, kropli potu i krwi (żartuję przecież) znajdziesz się na szczycie, pod imponującym Pomnikiem Wolności – kobiety z liściem palmowym. Dobre miejsce na Instagramowe szaleństwo filtrów i kadrów. Polecam Meg Kurowska

Mimo, że spędziłam intensywny tydzień w Budapeszcie, mam poczucie, że widziałam i nie widziałam jednocześnie. Jako turystka nie miałam problemu z podróżowaniem po mieście czy to pieszo czy komunikacją miejską, wszystko jest sprytnie przygotowane pod zagraniczną klientelę.

Mam jeszcze całą listę miejsc, które chcę odwiedzić i liczę na to, że nastąpi to już wkrótce. Jak dotąd żadne miasto nie zrobiło na mnie tak piorunującego wrażenia a trochę podrózuję wzdłuż i wszerz. W skali 1/10 daję 15! Czy to dlatego, że nie miałam żadnych oczekiwań co do Budapesztu? Czy może on taki po prostu jest – pociągający, intrygujący, chcesz go znacznie więcej! Pewne jest to, że nie powiedziałam ostatniego słowa w tej sprawie. 🙂