FreshMail.pl

Obudziłam się o 6:58 i zaczęłam po cichu odliczać, co chwilę spoglądając na zegarek. Gdy wybiła 7:00 poczułam wibracje telefonu. Zerknęłam na skrzynkę mailową i upewniłam się, że jest. Czeka na otwarcie. Zadowolona zwinęłam się w kłębek i poszłam spać. Cały dzień nie opuszczało mnie dziwne uczucie – pomieszane przerażenie z zadowoleniem. Spotęgowało się gdy zobaczyłam, że ktoś mi odpisał. Dziś bowiem o 7:00 wystartował mój pierwszy newsletter związany z blogiem. 🙂 Nie z przedsiębiorczością, stypendiami, spotkaniami tylko właśnie z blogiem. I gdy przeczytałam maila od czytelniczki, wiedziałam co musi pojawić się tutaj, dzisiaj. Justyno, dziękuję. 

Historia białej sukienki

Stałam na sali gimnastycznej i czekałam na rozpoczęcie całej ceremonii związanej z zakończeniem roku szkolnego. Na drabinkach osłaniających ścianę powieszono godło. Nauczycielki ustawiały w równe rzędy dzieciaki, które niecierpliwiły się na samą myśl o zbliżających się wakacjach. Jeszcze tylko 40 minut i będzie można ganiać całymi dniami po podwórkach, miedzy garażami, a jak ktoś, tak jak ja, miał blisko – to po zielonych działkach rekreacyjnych.

Wciśnięta w kąt sali poprawiałam co chwilę swoją sukienkę. Kupiona w zeszłym roku na komunię siostry nadal pasowała. Biała w malowane błękitne róże, które miały delikatny złoty kontur z czegoś brokatopodobnego. Niestety przy większym ruchu obsypywał się ten kontur i róże stawały się wybrakowane. Mimo tych uszczerbków uznałam, że najlepiej nadaje się ten dzień. Za każdym razem, gdy dotykałam sukienki złotko zostawało na moich rękach a ja wciąż niedowierzając, że to się dzieje, tarmosiłam dalej materiał. Wtem wyrósł przede mną Paweł. Popatrzył na mnie uważnie i powiedział: – Bardzo ładnie wyglądasz w tej sukience. Chwilę analizowałam stan mojej sukienki i to co przed chwilą usłyszałam. Poprawiłam włosy (kręcone przez mamę na papilotach) i odparłam: – Wiem. Paweł szeroko uśmiechnął się i znikł tak szybko jak się pojawił. Wtedy zrozumiałam dwie rzeczy.

1. Bravo Girl ma rację radząc co robić z chłopakami.

2. Komplementy należy przyjmować.

Na swój sposób

Tyle, że jak się okazuje to przyjmowanie nie jest takie wcale łatwe dla wszystkich. Zupełnie nie rozumiem, po co dewaluujemy komplementy od innych. Sztandarowy przykład:

A: Naprawdę świetnie wyglądasz w tej bluzce.
B: Jest stara jak świat. 

Czy zdajesz sobie sprawę, że zaprzeczając komplementom, sprawiasz przykrość aż dwóm osobom? Tej, która Cię pochwaliła. Tak, właśnie. Wyrzuciłaś jej zdanie do bezdennego kosza. Równie dobrze mogła inaczej spożytkować ten czas. A drugą osobą jesteś Ty. Znowu podcięłaś sobie skrzydła, podeptałaś ego, odsunęłaś na drugi tor. Po co ja się pytam?

Komplement jest docenieniem. Docenieniem jest także podwyżka w pracy. Wyobraź sobie zatem taką sytuację – szefowa zaprasza Cię do swojego biura, a gdy siadasz na krześle mówi:

– Pani Aniu, widziałam jak świetnie poradziła sobie pani z tym trudnym zadaniem, bardzo ważnym dla mnie i całej firmy. Chcę dać pani podwyżkę!

a Ty odpowiadasz: – Nie no, ale raportu końcowego jeszcze Pani nie przesłałam. Nie, nie dziękuję.

Odmówić podwyżkę po dobrze wykonanym zadaniu? Szaleństwo! To dlaczego na litość boską odmawiasz komplementu? To działa przecież na tej samej zasadzie!

Komplementy leczą z kompleksów, motywują do działania, podnoszą poczucie pewności siebie, zjednują ludzi, a u dzieci przyspieszają proces uczenia się. Innymi słowy: przynoszą fenomenalne rezultaty. Wystarczy je tylko szczerze rozdawać i z radością przyjmować.

Dwa słowa, które robią furorę

Używam dwóch prostych słów, gdy ktoś mnie skomplementuje. Używam raz jedno raz drugie, w zależności od osoby.  Pierwsze to „wiem”, drugie zaś „dziękuję”. Na koniec zawsze się uśmiecham. Tyle. Zupełnie wystarczy.

Zdaję sobie sprawę, że gdybym rozwinęła myśl, chcąc ładnie podziękować, pewnie gdzieś zagubiłabym się w labiryncie składni i sensu. Innymi słowy, wybełkotałabym coś z krzywym uśmiechem. Nie dlatego, że tak lubię robić. Jestem po prostu bardzo wylewna w takich sprawach, a to nie ułatwia niczego w komunikacji. Dlatego stosuję dwa słowa „wiem” i „dziękuję”. Idealne.

To prezent dla Ciebie

Kiedyś podczas coachingu wyznałam, że po usłyszeniu komplementu od kogoś, czuję, że powinnam odwdzięczyć się i powiedzieć również coś miłego. Chyba możesz sobie wyobrazić jak wygląda wymuszony komplement. dwa słowa Zwłaszcza jeśli nic porywającego nie widzisz dziś w tej osobie. Wtedy uzmysłowiłam sobie bardzo mądrą rzecz, którą powtarzam do dziś. Komplement jest prezentem dla mnie. Powinnam się z niego cieszyć, podziękować obdarowującemu i nie czuć presji z powodu braku prezentu dla niego. Przyjdzie na to pora we właściwym momencie. Bo nie ma nic równie żenującego niż wyduszona przez ściśnięte gardło pochwała. 🙂

 

 

 

.

Chcę dostawać słodkie maile od Meg!

Zapisuję się na newsletter. Wypiszę się, gdy tylko zechcę.

FreshMail.pl